Aktualności
Każdy ma swój Bałtyk
Przeczytałam to zdanie parę dni temu w internecie, gdy Bartek Kubkowski przepłynął Bałtyk. I teraz ciągle to stwierdzenie do mnie wraca. Dlaczego tak bardzo we mnie zostało? Chyba dlatego, że sama lubię przekraczać swoje możliwości. Może nie w tak ekstremalny sposób, ale dla mnie czasem też jest to ekstremalne. Coraz dłuższe trasy na rowerze, ta sama trasa pokonana w krótszym czasie, przejechany podjazd, na którym kiedyś musiałam rower pchać.
Za każdym lepszym wynikiem stoją jednak próby. Są momenty zniechęcenia, pytania: „Po co ja to właściwie robię? Co mi to daje”. Jest poczucie, że może już lepiej nie będzie, że osiągnęłam swój kres. A jednak właśnie mierzenie się z przeciwnościami i niepoddawanie się sprawia, że w końcu się udaje. Że przekraczamy granicę, która jeszcze niedawno wydawała się nie do pokonania. Nauczenie się języka obcego, gry na instrumencie, zdobycie jakiejś nowej umiejętności.
Czy tak samo jest w życiu duchowym? Myślę, że tak.
Porównałabym to do twierdzy wewnętrznej św. Teresy od Jezusa. Przechadzamy się po tej twierdzy. Czasem jesteśmy już blisko siódmych mieszkań. Czujemy, jakbyśmy Pana Boga "złapali za nogi". Jakby uchylił nam drzwi, za którymi jest On Sam.
Ale zdarza się grzech, zły wybór, zaniedbanie. I oddalamy się od tego wnętrza. Jednak smak bliskości Boga pozostaje. I nie daje nam spokoju.
Zaczynamy więc na nowo bardziej dbać o życie duchowe: przez sakramenty, lekturę duchową, modlitwę, ciszę wewnętrzną. Podejmujemy kolejną próbę.
Najsmutniej jest wtedy, gdy odpuszczamy. Gdy stwierdzamy, że nie damy rady. Że takie życie jest poza naszym zasięgiem. Że tyle razy próbowaliśmy i nic z tego nie wyszło. I zaczynamy brnąć w zło, wyrzucając z serca pamięć o tym, jak pięknie jest być blisko Boga.
A przecież każdy ma swój Bałtyk. Dla jednego będzie to wyczyn sportowy, dla kogoś innego mierzenie się z nałogiem, dla innego szukanie sposobu na bycie z trudną osobą,...
Nie wiemy, ile prób jeszcze przed nami. Nie wiemy, ile razy będziemy musieli zaczynać od nowa. Wiemy tylko, że nie warto się poddawać.
Gdyby Bartek poddał się po swojej czwartej próbie przepłynięcia Bałtyku, nie poznałby smaku radości z tego, że za piątym razem się udało.
Może więc i my jesteśmy właśnie po czwartej próbie.
Może nasz Bałtyk jest jeszcze przed nami.
s. Natana Szaro CSCIJ
Parafia NMP 



