Aktualności
Ostatnia i pierwsza Wieczerza – 2026
Wielki Czwartek to początek Triduum Paschalnego, trzydniowej męki Jezusa Chrystusa zakończonej ukrzyżowaniem i ukoronowanej Zmartwychwstaniem. To, co się wtedy działo, odsłoniło tajemnicę Bożej miłości i planu zbawienia, ale też ujawniło wiele zawiłości ludzkiej natury oraz nadzieję, która te zawiłości potrafi przemienić w piękno nawrócenia.
Wielki Czwartek to dzień ostatniej wieczerzy, jak to ją słusznie nazywano, ale Ojcowie Kościoła nazwali ją również pierwszą ucztą Nowego Przymierza, bo była to w istocie pierwsza Msza św. Przypomina się powiedzenie Jezusa: ostatni będą pierwszymi – tutaj ostatnia wieczerza stała się pierwszą Mszą św. Każda następna jest duchowym zanurzeniem w tajemnicy przemienienia, która została wpisana w dzieje Kościoła słowami: „To czyńcie na moją pamiątkę”.
Te słowa przypominają o dwóch wielkich sakramentach, które szczególnie czcimy w tym dniu: Eucharystii („to”) i kapłaństwie („czyńcie”). Bogactwo wydarzeń Wielkiego Czwartku i całej Paschy Jezusa uświadamia nam, że sakramenty to nie są tylko obrzędy i słowa, stanie, siedzenie i klęczenie. To znaki, które – jak ziarno – mają wydawać obfite plony. Dlatego warto uważnie i twórczo wsłuchiwać się w opisy ewangeliczne.
Przed Mszą św. potrzebne jest oczyszczenie. Jezus powiedział do Piotra: «Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty. I wy jesteście czyści, ale nie wszyscy». Kąpiel przypomina spowiedź, umycie nóg – akt pokutny. Spowiedź wielkopostna jest okazją do duchowej kąpieli, która oczyszcza z grzechu i odkrywa piękno duszy powołanej do zbawienia.
Wartość spowiedzi pokazuje historia Judasza – kradł, zdradził za pieniądze, potem się opamiętał, zwrócił pieniądze i powiedział: «Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną». Lecz oni odparli: «Co nas to obchodzi? To twoja sprawa». Co by było, gdyby poszedł do Tego, który nazwał go przyjacielem? Do Tego, który mówił do innych: „Odpuszczają ci się twoje grzechy”? Albo gdyby poszedł do apostołów, którzy usłyszeli: „Komu grzechy odpuścicie, są im odpuszczone”? Usłyszał jednak: „To twoja sprawa” i wziął ją w swoje ręce, zamiast oddać miłosiernemu Bogu. Nie wiemy, jaki był jego ostateczny los. Ta historia pozostaje dla nas przestrogą: grzech trzeba zanieść do Boga i prosić o Jego miłosierdzie.
Jezusowa męka stała się dla Judasza wyrzutem sumienia, z którego nie do końca skorzystał, ale byli tacy, których ta męka dogłębnie zmieniła – św. Piotr zapłakał – uznał swój grzech i otworzył się na przebaczenie; dobry łotr stanął w obronie Jezusa i otrzymał zaproszenie do raju; setnik uznał niewinność skazańca, na którym wykonał wyrok. Niech i nas męka naszego Pana porusza, zachęca do nawrócenia i doskonalenia. „To czyńcie na moją pamiątkę” – te słowa powtarzane przy ołtarzu niech kształtują nasze życie.
Również cierpienia ludzi mogą stać się mocnym impulsem do odnajdywania drogi zbawienia. Skoro dziś przeżywamy ustanowienie kapłaństwa, posłuchajmy historii jednego księdza:
Światowej sławy mikrobiolog i hematolog prof. Ludwik Hirszfeld, w swoich wspomnieniach pt. „Historia jednego życia", tak pisze o proboszczu parafii Wszystkich Świętych ks. Godlewskim, który spieszył z pomocą Żydom w getcie warszawskim:
„Prałat Godlewski. Gdy wspominam to nazwisko, ogarnia mnie wzruszenie. Namiętność i miłość w jednej duszy. Ongiś bojowy antysemita, kapłan wojujący w piśmie i słowie. Ale gdy los zetknął go z tym dnem nędzy, odrzucił precz swoje nastawienie i cały żar kapłańskiego serca poświęcił Żydom. Gdy pojawiała się jego piękna, siwa głowa, przypominająca oblicze Piotra Skargi z obrazu Matejki, w miłości i pokorze schylały się przed nim głowy. Kochaliśmy go wszyscy: i dzieci, i starcy, i wyrywaliśmy go sobie na chwilę rozmowy. A nie skąpił siebie. Uczył dzieci katechizmu, stał na czele Caritasu dzielnicy i kazał rozdawać zupę bez względu na to, czy głodny był chrześcijaninem czy Żydem. Często przychodził do nas, by pocieszać i pokrzepiać. Nie tylko myśmy go cenili. […] prezes Gminy Czerniaków. (...) opowiadał, jak się prałat rozpłakał w jego gabinecie, gdy mówił o żydowskiej niedoli, i jak się starał pomóc i tej niedoli ulżyć. I mówił prezes Rady Żydowskiej, że ten ksiądz, były antysemita, więcej serca Żydom okazywał niż kler żydowski, któremu obca była idea pocieszyciela ogółu" (s. 253, wyd. 1947).
Taki niespodziewany obrót rzeczy – krytykował, potem pokochał, gdy zobaczył nędzę. Może troszkę osobliwa historia, choć też bardzo wzruszająca i budująca. A czy moje życie może stać się historią miłości? Na pewno tak, jeśli będę duszę obmywał z grzechów, karmił Eucharystią i całe życie wpisywał w słowa: „To czyńcie na moją pamiątkę”. Amen.
Ks. Zbigniew Wolak
Parafia NMP 



