Aktualności
Niedziela radości z miłości
Przeżywamy dziś wielkopostną niedzielę radości. Idea takiej niedzieli wzięła się ze słów antyfony na wejście: „Raduj się, Jerozolimo” i przypomina o tym, że Jezusowa męka zakończy się radością i chwałą zmartwychwstania. Ta niedziela może też pomóc w tym, byśmy sobie mocniej uświadomili, że trudy i cierpienia mogą być źródłem radości, której doświadczymy w przyszłym życiu, ale która już teraz może się ujawniać. Podczas męki krzyżowej Jan Apostoł został uhonorowany jako opiekun Jezusowej Matki, dobry łotr dowiedział się, że pójdzie do raju, a setnik uwierzył w Boga. Owoce cierpienia pojawiły się jeszcze zanim męka dobiegła końca; tak samo i my możemy doświadczać radości płynącej z wiary już teraz.
Doświadczeniem słodkich owoców cierpienia jest przebaczenie, które bywa trudne, wymaga niemało siły, wrażliwości i mądrości, ale może dawać wiele radości i budować miłość, której nikt się nie spodziewał. Teraz przykład z książki pt. „Uczyć się przebaczać” napisanej przez Doris Donnely, która nie tylko opowiada poruszające historie, ale zna się na psychologii, teologii, duchowości i m.in. pokazuje, że prawdziwe przebaczenie to nie jest udawanie, że nic się nie stało, nie jest to zgoda na krzywdę, ale szukanie skarbu ukrytego w błocie zła i cierpienia. Oto historia bardzo trudnego, ale zbawiennego przebaczenia:
„Pewnego dnia siedmioletni chłopiec podróżował samochodem z matką i dwoma siostrami. Tego dnia matka po sprzeczce z ojcem była wyjątkowo zdenerwowana. W czasie drogi zwróciła się do syna i zaczęła ze złością krzyczeć: „A ty! Nigdy cię nie chciałam. Jedyną racją twoich narodzin była chęć zatrzymania twojego ojca. Ale on i tak mnie opuścił. Nienawidzę cię". Ta scena głęboko zapadła w pamięć małego dziecka. Z upływem lat matka coraz bardziej obwiniała syna za wszystkie niepowodzenia, jakie ją spotykały. Po wielu latach syn powiedział do Doris Donnely: „Nie jestem w stanie nawet powiedzieć, ile razy w ciągu ostatnich trzydziestu lat wracałem myślą do tamtego zdarzenia. Prawdopodobnie tysiące”. Potem dodał: „Obecnie postawiłem się w miejsce matki. Ukończyła tylko średnią szkołę. Nie miała pieniędzy i nie mogła liczyć na wsparcie rodziny. Zdaję sobie sprawę, jak bardzo czuła się samotna, rozumiem jej głęboką depresję. Zdaję sobie sprawę, ile bólu i złości niesie taka sytuacja. Pewnego dnia zdecydowałem się na rozmowę z moją matką. Powiedziałem jej, że rozumiem jej przeżycia i że ją kocham. Ogromne wzruszenie ścisnęło jej gardło, tak że nie mogła nic powiedzieć. Płacząc wtuliła się w moje ramiona. Czas jakby zatrzymał się dla nas. Był to początek nowego życia dla mnie, dla niej - dla nas”.
Spełniło się tu słynne powiedzenie, że największą nagrodą za miłość jest miłość sama. Ta historia może być zachętą do tego, by przebaczenie traktować nie jak przykry obowiązek, ale sposobność do budowania prawdziwych i mocnych więzi między ludźmi. Owszem, nie zawsze, tak jak tutaj, nagrodą za przebaczenie jest pojednanie, ale zawsze jest to okazja, by zbliżyć się do Boga, który chce nam przebaczać tak, żebyśmy doświadczali prawdziwej radości biorącej się stąd, że nie obciążeni już grzechami możemy się wznosić do nieba.
To, co wydarzyło się między synem a matką, jest jak mały obraz tego, co dzieje się pod krzyżem: przebaczenie otwiera drzwi, których inaczej nie da się otworzyć. Dobry łotr przyznał się do winy, a Jezusa uznał za lepszego od siebie i poprosił o miłosierdzie –otrzymał przebaczenie i coś w rodzaju odpustu zupełnego, czyli obietnicę zbawienia: „Dziś będziesz ze mną w raju”. To prawda, że można wyprosić sobie przebaczenie grzechów nawet w ostatniej chwili, ale nawrócenia nie należy odkładać, nawet na jutro – bo kto z nas może mieć pewność, że konając jak ten łotr nie przyłączyłby się do złośliwego kolegi. Może kiedyś w niebie dowiemy się, co w sercu nosił ten dobry łotr, że usłyszane na krzyżu szyderstwa obudziły w nim szacunek dla Jezusa i wiarę w odkupienie i zbawienie. Nas na pewno zachęca do tego, byśmy w bliskości Jezusowego krzyża i ołtarza, na którym pojawi się Jego Ciało i Krew nabierali chęci do pracy nad sobą.
W niedzielę radości można przypomnieć pewne wyniki badań naukowych, w których opisano tzw. paradoks wysiłku, zgodnie z którym „wysiłek jest jednocześnie kosztowny i nagradzający.” Czyli: kosztuje energię, ale daje poczucie sensu i wartości. Dlatego ludzie czują się lepiej, gdy pracują nad sobą, nawet jeśli to trudne. A gdy sobie przypomnimy, że w tej pracy pomaga nam Bóg i jej efektem będzie spotkanie twarzą w twarz naszego Króla i największego Przyjaciela, wtedy doświadczamy już prawie radości doskonałej. Niech dzisiejsza niedziela pomoże nam stać się jeszcze bardziej dzielnymi i radosnymi. Amen.
Ks. Zbigniew Wolak
Parafia NMP 



