Aktualności
4 niedziela adwentu 2025 - Utrudzeni i radośni
Końcówka adwentu, już się zaczyna przygotowanie do świąt: sprzątanie, gotowanie itd. To radość połączona z utrapieniem, bo o wszystko trzeba zadbać. Troska o dobre przeżywanie świąt jest bardzo dobrym uczynkiem i okazją do wzajemnej pomocy w ramach jak najlepiej przeżywanej miłości bliźniego. Spotkania świąteczne i okołoświąteczne są okazją, by zbliżyć się jeszcze bardziej do Boga i do bliźniego. Temu też może służyć kuchnia, choinka, dywan do odkurzania czy chodnik do pozamiatania. To taka praktyczna część miłowania bliźniego swego – tego najbliższego, a dzisiejsze czytania przypominają o miłości zakorzenionej w głębi serca, duszy, opartej na wierze w Tego, który sam jest Miłością.
Święta Bożego Narodzenia są świętami radości, jaka bierze się z przeżywania narodzenia człowieka, który był i jest Bogiem. Tydzień temu była niedziela radości, bo tak nazywa się zawsze trzecia niedziela adwentu. Warto przypomnieć czytaną wtedy Ewangelię o Janie Chrzcicielu, który usłyszawszy w więzieniu o czynach Jezusa, posłał swoich uczniów, by go zapytali, czy jest On tym, który miał przyjść, czy też innego mają oczekiwać. Jak widać, chrzest w Jordanie i cud, który się wówczas zdarzył, nie wystarczył Janowi, dlatego poprosił o następne poświadczenie – i je otrzymał. My podobnie prośmy o wiarę, którą już mamy, ale której może być więcej. Natomiast z radością sprawa jest nie mniej uderzająca. Ewangelia odczytana w niedzielę radości opowiada, że Jan, który w więzieniu oczekiwał na śmierć, jaką mu niedługo potem wytańczyła Salome – doskonale znamy tę historię – ten Jan poczuł największą radość, gdy się dowiedział, że spełnił swoje zadanie, że był tym, który prostował drogę Panu i przygotował wiernych na przyjęcie Mesjasza.
To jest też nasze zadanie, nasze powołanie, nasza nadzieja – jeśli będziemy jak najlepiej robić to, co do nas należy, do czego jesteśmy przez wiarę powołani, osiągniemy taką radość, jakiej doświadczył Jan Chrzciciel – choćby i nam wszedł w drogę jakiś Herod, Herodiada czy coś podobnego, osiągniemy swoją radość z tego, że będziemy iść drogą Pańską i w miarę możności innym tę drogę przygotujemy.
Jak Jezus pomógł Janowi zobaczyć jego radość, tak w dzisiejszej Ewangelii taką radość Józefowi pomaga odnaleźć anioł. Historia tu opisana jest ciekawa i nieco skomplikowana. Pewnie z tego powodu ewangelista Mateusz skupił się, jak piszą znawcy Pisma Świętego, właśnie na Józefie.
„Komentatorzy zwracają uwagę, że sprawiedliwość Józefa to nie surowość, lecz wierność sumieniu połączona z miłosierdziem”. Można to ująć tak, że uznanie cudzego dziecka za swoje byłoby wbrew sumieniu, bo prawo tego zabraniało, natomiast ogłoszenie zdrady – w którą nie wierzył – byłoby skazaniem jego małżonki Maryi na okrutny los, może nawet na śmierć. Józef postanowił oddalić Ją potajemnie, by w ten sposób najlepiej połączyć prawość sumienia z miłosierdziem.
Wtedy pojawił się anioł, który powiedział: „ Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki”. Dowiedział się Józef, że może uznać Jezusa za swojego potomka, który będzie Mesjaszem, jaki miał przyjść na świat z pokolenia króla Dawida. Święci Ojcowie Kościoła domyślają się, że sama Maryja nie powiedziała Józefowi o swoim zwiastowaniu, bo chciała tę sprawę zostawić woli Boga, który rzeczywiście oświecił Józefa w odpowiednim momencie.
Jego pouczył anioł, my liczymy na podobne działanie Ducha Świętego, bo podobnie jak Józef też potrzebujemy pomocy, by jak najlepiej godzić swoje sumienie z miłosierdziem i innymi cnotami. Dzisiejsza Ewangelia z ogromną mocą motywuje nas do łączenia wszystkiego, co najlepsze, najbardziej wartościowe oraz zachęca do modlitwy i otwierania serc na mądrość i moc, które płyną do nas z ziemi i z nieba.
Święta Bożego Narodzenia to doskonała okazja, by łączyć jedno z drugim: ziemską dobroć, życzliwość, gościnność, z duchową, sakramentalną, modlitewną wspólnotą z Bogiem, aniołami, świętymi.
Skoro o aniołach, to jeszcze taka miła anegdotka:
Jan XXIII leciał samolotem i w pewnym momencie monsignore Capovilla zażartował: - Ojcze Święty, wyjrzyj przez okienko. Aniołowie! Na co papież: - No i co z tego? Nigdy ich nie widziałeś?
B i S, w nas i wokół nas też jest dużo aniołów, może nie aż tak widzialnych, ale tych, które w naszym sercu, w kościele czy przez dobrych ludzi mówią do nas jak do Józefa: nie bój się wziąć Bożej łaski i nadziei, nie bój się przykazań i głosu sumienia, z Ducha Świętego jest to, do czego woła Cię Twoja wiara. Bądź jak Józef – uwierz jeszcze mocniej i ruszaj do Betlejem. Amen.
Ks. Zbigniew Wolak
Parafia NMP 



